O autorze
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Często zaglądam:
Czytam niekulinarnie;P:
Durszlak
|
Wszystkie zdjęcia na tym blogu są moja własnością i nie wyrażam zgody na ich kopiowanie
kontakt: magdocentryczna@gmail.com
sobota, 27 listopada 2010
Jutro zaczyna się adwent, niby nakazanego postu nie ma, ale w moim domu, jakoś tak juz tradycyjnie się przyjęło, że ten ostatni dzień przed adwentem to prawie tak jak poznański Podkoziołek. Dlatego pączki. Pączki tym razem z przepisu Ewy Aszkiewicz.
Pączki
Wykonanie: W ciepłym leku z dodatkiem łyżeczki cukru mieszamy pokruszone drożdże, odstawiamy do wyrośnięcia. gdy zaczyn podwoi objętość, przelewamy do przesiaej mąki, dodajemy resztę cukru, roztrzepane w kubeczku zółtka, spirytus, cukier waniliowy i sól - składniki dokładnie mieszamy. dodajemy płynne masło oraz pianę z białek i wyrabiamy nie dłużej niż 10 minut. Odstawiamy do wyrośnięcia. Powidła wykładamy na salaterkę, lekko ogrzewamy. Ciasto wykładamy na stolnicę posypaną maką, formujemy gruby wałek, kroimy sredniej grubości talarki, rozpłaszczamy na dłoni, nadziewamy powidłami, zlepiamy. Smazymy w goracym smalcu, rumieniąc z obu stron. Odsączamy na warstwie bibuły z nadmiaru tłuszczu, smarujemy lukrem.
Dodatkowo polecam misiowy konkurs:
poniedziałek, 27 września 2010
Nie pojawiałam się na tym blogu jakieś pół roku- może nawet dłużej. Ale nie oznacza to, że całkowicie mnie nie ma. Na bieżąco sprawdzam blogi i durszlak. Brak mi raczej czasu na fotografowanie tego co wyczaruję w kuchni i pisanie notek.Ale dziś znalazłam w sieci coś, co zafascynowało mnie do tego stopnia, że musiałam się tym podzielić.
Do rzeczy więc. Kiedy myśli się o studentce polonistyki, aż trudno uwierzyć, kiedy mówi, że nie przeczytała ani jednej książki Jane Austen. Ale cóż, do wczoraj i ja zaliczałam się do tych wyjątków. Zawsze stawiałam te książki niewiele wyżej niż harlequina. Nie wiem nawet dlaczego wbiłam to sobie do głowy. Ale ostatnio trafiłam na film z Keirą Knightley i Matthew Macfadenem i nie mogłam wyjśćz podziwu. zwłaszcza jeśli chodzi o filmowego Pana Darcy:) Po jakimś czasie złapałam za książkę i stwierdziłam, że w porównaniu z nią film był zaledwie mierny jeśli chodzi o oddanie całej historii, choć do całej reszty nie miałam większych zastrzeżeń. A dziś szperając w internecie znalazłam informację, że w październiku ukaże się "Książka kucharska Jane Austen". Nie mogę się już doczekać. Zwłaszcza, że autorkami są Deirde la Faye - znawczyni Jane Austen, jej biografka i Maggie Black - historyk, zwłaszcza sztuki kulinarnej. Wydawnictwo opisuje książkę jako zbiór kulinarnych przepisó, opatrzonych komantarzem na temat obyczajów epoki, postaci pisarkii jej bliskich oraz smaków, zapachów i wybornych dań. Czekam zatem na pojawienie się książki w księgarniach
poniedziałek, 30 listopada 2009
Zaczynam dziś bardzo niedobry dla mnie tydzień. Tydzień, który nie tylko będzie okropny, ale zaczął się już okropnie. Może zacznę więc od tego przykrego wydarzenia: okazało się mianowicie, że jakiś łotr ukradł sobie bezczelnie moje zdjęcie sernika z makiem, a następnie umieścił je wraz z przepisem na stronie konkursowej firmy bakalland. Mał tego- mój przepis [ a właść. przepis Edysi zdaje się] zajmuje w tym konkursie drugie miejsce. Napisałam do nich długiego i niezbyt miłego maila i mam nadzieję, że coś z tym zrobią. Skradziony przepis jest tutaj: <klik> Dziękuję też katanaka23 za informacje na ten temat. Poza tym tydzień będzie cięzki, bo do czwartku musze przeczytać 600 stron "Cywilizacji Odrodzenia" J. Delumeau, a jutro czeka mnie kolokwium z Fonetyki. Coś okropnego. Dlatego w sobotę wieczorem zrobiłam sobie ciasto-pocieszajkę.
Tarta jabłkowo-serowa
Wykonanie: Ser zmielić dwa razy. Z sera, mąki margaryny, cukru i olejku zagnieść gładkie ciasto. Wstawić na 2 godziny do lodówki. Po tym czasie ciasto podzielić na dwie części, pierwszą z nich rozwałkować, wyłożyć ciastem nasmarowaną formę do tarty. Na dnie ciasta porobić dziurki widelcem. Dżem wyłożyć do małego garnuszka, wlać sok z cytryny. Podgrzewać na małym ogniu, cały czas mieszając, aż do momentu, kiedy dżem będzie płynny. Wysmarować nim dno ciasta, następnie ułożyć na dżemie jabłak pokrojone w księżyce. Drugą część ciasta rozwałkować, pokroić w cienkie paski i wyłożyć nimi górę ciasta [w kratkę]. piec ok. 30-40 minut w tem. 180 st.
poniedziałek, 16 listopada 2009
Ktoś z was przeżył kiedyś prawdziwe wiejskie świniobicie? Ja owszem i to nie raz. Ci, którzy przeczytali "Chłopów" Reymonta do końca mają mniej więcej zbliżony obraz takiego przedsięwzięcia [współcześnie, przynajmniej u mnie, pije się przy tym znacznie mniej alkoholu]. Dla tych, którzy nie przeczytali: kilka słów wyjaśnienia. Wydarzenie takie zabiera gospodarzowi zazwyczaj cały dzień, oraz kilka następnych [jendak w znacznie mniejszym już stopniu], a wszyscy członkowie rodziny są zaangażowani w pomoc. Wieczorem, kiedy ostatnie kiełabsy wracają z wędzarni, siada się przy wielkim stole [często z sąsiadami] i próbuje się tego, co rzeźnik czarował przez cały dzień, a goście wychodzą z małymi zawiniątkami wypełnionymi wędlinami. Następne dni to już nasalanie i wędzenie szynek i boczków. Znam osobiście domy, w których przebiega to znacznie skromniej, ale mój dom zachował tę tradycję i zapewniam, że jest ona bardzo miła:) dziś pokażę przepis na szynkę, którą robi się w naszym domu od niepamiętnych czasów.
Szynka peklowana wędzona
wykonanie: Do dość soprego wiaderka nalewamy tyle zimnej wody aby zdołała zakryć całkowicie włożone później szynki. Do wody wsadzamy jajko, a nastepnie wsypujemy stopniowo sól, tak długo, aż jajko nie wypłynie na wierzch. Szynki wsadzamy do specjalnych siatek i zawiązujemy na końcach. Wsadzamy szynki do słonego roztworu. Następnie przykrywamy talerzem lub metalową nierdzewną płytką i przygniatamy czymś ciężkim [kamień, naczynie z wodą] i pozostawiamy na tydzień w zimnym miejscu. Po tygodniu wyjmujemy, osuszamy ręcznikiem kuchennym i wędzimy tak długo, aby nie była surowa w środku [niezbyt duża szynka powinna się wędzić ok. 5 godz.].
środa, 11 listopada 2009
Dziś 11 listopada, wiadomo-dzień niepodległosci, ale mieszkając w Poznaniu dzień ten jest bardzij imieninami Marcina niż świętem narodowym. Oprócz flag wywieszonaych w okanach i na tramwajach, nic na temat odzyskania wolności się nie dzieje. Co innego jeśli chodzi o imieniny ulicy św. Marcin. Kiermasze rogali, występy zespołó no i oczywiście najważniejszy punkt dnia: przemarsz ulicami poznania korowodu św. Marcina i wręczenie kluczy do miasta. Legenda mówi, że rogal powstał, kiedy pewnemy cukiernikowi przyśnił się św. Marcin jadacy na koniu. Cukiernik miał podnieść podkowę , któą zgubił jeździec i włąśnie ona miała być natchnieniem do powstania takiego włąśnie kształtu rogalików. Napawdę zaś tradycja wypiekania rogali świętomarcińskich powstała w 1891 roku, kiedy to proboszcz poznańskiego kościoła p.w. św. Marcina, na dzień przed świętem swojego patrona zaapelował do wiernych o pomoc dla ubogich na wzór św. Marcina. Wtedy jeden z poznańskich cukierników Józef Melzer przyniósł trzy blachy rogali z białym makiem, orzechami i migdałami. W następnych latach dołączyli do niego inni i tak właśnie przyjęła się tradycja rogali świętomarcińskich w Poznaniu. Zwyczaj ten w 1901 roku przejęło Stowarzyszenie Cukierników, a dziś wiele cukierni stara się o certyfikat, który pozwala im sprzedawać PRAWDZIWE rogale. Strona www.poznan.pl podaje taki przepis na marcinki [ z którego sama skorzystałam w tym roku]
Rogale świętomarcińskie Ciasto:
Mak:
Wykonanie: Drożdże rozpuścić w niewielkiej ilości mleka. jajka utrzeć z cukrem i połączyć ze stopionym masłem. Nie przerywając ubijania, dodawać porcjami przesianą mąkę, lekao oraz drożdże. Ciasto wyrabiać do chwili, kiedy zaczną się pojawiać pęcherzyki powietrza. Odstawić wtedy do wyrośnięcia. Mak, orzechy i migdały sparzyć, zemleć razem. Utrzeć z cukrem, dodając tyle śmietany, aby powstała dość gęsta masa. Wyrośnięte ciasto rozwałkować i kroić na kwadraty, na środek nakładać mak i zawijać, kształtujac rogaliki. Odstawić do wyrośnięcia. Piec w temp. 220-250 stopni na złoty kolor. Po wystygnięciu posmarować lukrem i posypać drobno posiekanymi orzechami ziemnymi.
wtorek, 29 września 2009
e Dziś notka bez przepisu. Wiem , ze nie jestem rekordzistką jesli chodzi o częstotliwość wstawiania przepisów, ale niestety będę musiała robić to jeszcze rzadziej. A wszystko to spowodowane jest rozpoczęciem roku akademickiego. W Poznaniu nie będe miała dostępu do mojego komputera, więc zostają tylko weekendy. Życzcie mi powodzenia, bo to początek:)
sobota, 19 września 2009
Dziś muszę się przyznać, ze przepis jest ściagnięty z menu mojej ulubionej pizzerii. Sałatka jest naprawdę pyszna i bardzo sycąca. W oryginale jednak występuje z sosem majonezowym, ja zmieniłam trochę koncepcję na serowy. Niestety nie udło mi się sfotografować sałatki już z sosem, ale przepis podaję:)
Sałatka farmerska
Wykonanie: Ser pokroić w kostkę, sałątę w drobne paseczki, groszek odsączyć. Piersi trochę rozbić, opanierować, usmażyć, pokroić w kostkę. Wymieszać wszystko w misce, podawać z sosem serowym. Sos serowy
Wykonanie: Przygotowyjemu zasmażkę: topimy masło, dodajemy mąkę i mieszamy, aż powstanie złta masa. Wlawamy mleko, mieszamy tak aby masa była gładka i lakko zgęstniała. Dodajemy śmietanę i mieszamy. Następnie wsypujemy starty żółty ser, najlepiej partiami aby dobrze sie rozpuścił. przyprawiamy do smaku. Ten sos jest też dobry do makaronu, kurczaka, a zwłaszca do szpargów!
czwartek, 17 września 2009
W tym roku nasz kraj nawiedziło wiele klęsk, w tym jedna zupełnie inna od innych- klęska urodzaju. Drzewa uginają sie od owoców, gałęzie sie łamią a mikt ich nie zrywa. Po pierwsze - nie ma ludzi chętnych do pracy, po drugie- jeśli już będą zerwane, nikt ich nie kupi, a przynajmniej nie aż takiej ilości. Dlatego też ta klęska spowodowała, że wujek-plantator obdarzył mnie jeszce czterema skrzynkami śliwek. Aż żal było patrzeć, kiedy wychodziliśmy z sadu, a na drezwach zostało jeszce tyle owoców, które najprawdopodobniej zgniją. Ale nawet moja łakoma rodzina nie dałaby rady tyle zjeść. Więc teraz smaże powidła i przetwarzam różniaste ciasta i gogaliki śliwkowe:) Oto najprostrza tarta śliwkowa. *Wybaczcie-nie pamiętam skąd mam ten przepis, znalazłam go w swoim zeszycie:)
Tarta śliwkowa
Wykonanie: Z mąki, masła, wody, cukru pudru, żółtek i soli dość szybko zagnieść gładkie ciasto. Zawinąć i wsadzić do lodówki na co najmniej godzinę. W tym czasie śliwki pokroić w dość cienkie półksiężyce [na poczatek radzę nie kroić całego 1/2 kg., gdyż na pewno coś zostanie]. Wyjąć ciasto z lodówki, rozwałkować [ok. 0,5 cm.] i wyłożyć nim formę do tarty. Ponakłówać spód widelcem, ułożyć na nim śliwki, posypać cukrem trzcinowym. Na wierzch można zatrzeć na tarce lub poskubac palcami resztę ciasta. Piec 30 minut. w temp. 180 stopni :)
wtorek, 15 września 2009
Z zasady obiad w moim domu to przeważnie mięso [z wyłączeniem piątków], dlatego mogłoby wydawać się, ze mam z tego względu niezliczone ilości sposobów na jego przyżądzenie. Właśnie, że nie! Jeśli chodzi o mięso jestem zatwardziałą konserwatystką i nie lubię eksperymentować choćby ze słodkim smakiem... Dlatego od wielu lat praktykujemy z mamą ten sprawdzony przepis, na pieczoną karkówkę, któru jest bardzo czosnakowy. Oczywiście z biegiem lat ulegał on minimalnym modyfikacjom- np. brytfannę zamieniłyśmy na naczynie żaroodporne:)
Karkówka pieczona
Wykonanie: Mięso oczyścić, umyć, suche przyprawy wymieszać w miseczce, nastepnie dodac oliwę [tyle oby powstała dość gęsta masa, którą można posmarować mięso]. Następnie smarujemy mięso marynatą i odstawiamy do lodówki na 1-2 godz. Następnie 'zdrapujemy' łyżką masę ziołową, podsmażamy mięso z każdej strony na patelni z rozgrzaną oliwą [całość ok. 10 minut]. Podlewamy wodą. Wszystko przekładamy do naczynia żaroodpornego, łącznie z powstałym sosem. Pieczemy ok. 2 godzin [1 kg mięsa= 1 godz. pieczenia] w 180 stopniach, co chwila podlewając sosem:) Po ok. 45 min. pieczenia do sosu wrzucamy obrane ząbki czosnku.
środa, 09 września 2009
Jestem pewna, że każda z nas [mam na myśli płec piękną] choć raz w życiu widziała komedie romantyczną, albo inny wyciskacz łez, gdzie wcale nie ' żyli długo i szczęśliwie'. Tytuły takich romansideł możnaby wymieniać w nieskończoność: "Pretty women" , " Powiedz tak", "Mój chłopak się żeni", "To właśnie miłość", "Cztery wesela i pogrzeb" itd, itp, itd....Równie dobrze możnaby stworzyc prawdziwy katalog, rozróżniając filmy wg. różnych kategorii. Np. dla nastoletek... i tych nieco starszych nastolatek;P, moża wyróżnić te, które kończą się ślubem, zaręczynami lub 'tylko' pocałunkiem.... i tak w nieskończoność:) No ale dlaczego to pieszę? Ostatnio po obejrzeniu filmu "Ślubne wojny" [który nota bene bardzo polecam na jakiś bardziej babski wieczór, bo wątpię czy facet mógłby go zrozumieć:D] doszłam do wniosku, że bardzo częstym motywem w tych wszystkich filmach jest chińskie ciasteczko, takie z wróżbą w środku:) Albo meżczyzna wkłada pierścionek do środka [swoją drogą zawsze zastanawiałam sie jak oni to robią, bo wątpię, żeby taki Hugh Grant, a konkretniej postać przez nią grana chciał piec specjalnie chińskie ciasteczka...], ew. kochanków łączy wróżba zamieszczona w ciasteczku. Dlatego poszperałam i z kilku znalezionych przepisów wybrałam ten zaproponowany przez Kuchareczkę.
Chińskie ciasteczka z wróżbą
Wykonanie:Mąkę przesiać do dużej miski. Dodać jajka, olej, cukier, cukier waniliowy, i zagnieść na dość twarde ciasto. Następnie. Następnie podzielić na dwie części, jedną przykryć ściereczką, żeby nie wyschło, a grugą bardzo cienko rozwałkować [jeżeli nie będzie cianko rozwałkowane, to ciasteczka będą sie 'prostowały', jak niektóre ze zdjęcia] i powycinać szklanką kółka. Na środku każdego ułożyć sparzony i obrany migdał, na który nawinięta została karteczka z wróżbą, zlepić brzegi jak na pieróg. Następnie wywinąć tak, żeby powstał charakterystyczny dla chińskich ciasteczek kształt[ tzn. zwinąć ku sobie końce ciasteczka, ale nie zlepiać]. Blachę wysmarować olejem, ułożyć na niej ciasteczka i piec ok. 18-20 min. w temp. 180 stopni. Ciasteczka powinny być blade! | ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||